-Zaraz zacznie padać! - Krzyknęła.- Wracaj!
-Spokojnie dam sobie radę Mamo. - Odpowiedziałam.
Wsiadłam na rower, założyłam słuchawki i odjechałam wzdłuż polnej drogi. Kierowałam się do lasu, jak zawsze gdy byłam przygnębiona. Codzienne obdarzanie moich rodziców sztucznym uśmiechem wykańcza mnie.
Wjechałam do lasu, moje oczy zalała fala szaro-brunatnego koloru, chociaż była już wiosna. Przyśpieszyłam, by wiatr mógł rozwiać mi rude włosy w każdą stronę. Doznałam fali szczęścia, teraz mogłam odetchnąć, z coraz szybszą prędkością pokonywałam kolejne odcinki drogi nie zaprzątając sobie głowy zbędnymi myślami. Dojechałam do małego oczka wodnego. Nacieszyłam wzrok jego niebiesko-szarym kolorem. Zsiadłam z roweru i odstawiłam go na poboczu a sama spoczęłam na małym pagórku alby lepiej widzieć taflę wody. Obijała drzewa na swej powierzchni, jak byłam młodsza myślałam, że to magiczne miejsce, oczywiście teraz też tak uważam tylko nie wyobrażam sobie wróżek latających na około mnie. Parsknęłam śmiechem na myśl o tym.
-Byłam ciekawym dzieckiem, nie ma co.- Pomyślałam.
Z moich rozmyślań wybudził mnie głęboki, dudniący głos.
-No, no, kogo my tu mamy?- Spytał.
Podniosłam głowę, mierząc potencjalnego przeciwnika wzrokiem i oceniłam, że nie mam szans. Chłopak był wysoki około 195 cm wzrostu czyli o 35 centymetrów więcej niż ja. Ciało miał umięśnione co podkreślała lekko obcisła, czarna koszulka. Nosił granatowe jeansy a do tego czarne conversy. Obserwując bacznie jego twarz zauważyłam, dziwny grymas rzeźbiący się mu na ustach. Skupiłam się na jego zielonych, przepełnionych różnymi emocjami, oczach. Były tak fascynujące, że nie mogłam oderwać od nich wzroku. Zawiał gwałtowny wiatr, przez co zwróciłam uwagę na włosy chłopaka. Były ciemne, jak skrzydła wrony. Moje serce przepełniło napięcie i przyśpieszyło swój rytm. Szczerze nie wiedziałam czy uraczyć go odpowiedzią, więc postanowiłam go ignorować.
-Khem Khem, mówi się Karotko.- Mruknął nieznajomy tuż nad moim uchem.
Spojrzałam na niego wystraszona i spytałam.
-S-skąd znasz to przezwisko?
-Nie poznajesz mnie serio?- Spytał.
Po jego pytaniu spenetrowałam mój mózg w poszukiwaniu odpowiedzi.Niestety żadnego przebłysku, nic, kompletnie.
-N-Nie. A teraz pozwól, że wrócę już.- Wydukałam.
Poczułam jak moje policzki spowija szkarłatny rumieniec. Czym prędzej wstałam i odwróciłam wzrok w kierunku przeciwnym do chłopaka. Chciałam podejść do roweru, jednakże nieznajomy uniemożliwił mi to. Złapał mnie za ramię i obalił na trawę.
-Uciekamy?- Spytał uśmiechając się.
Moje serce spowiło uczucie ciepła ale i strachu. Skądś go znałam, tylko skąd?
-Znamy się?- Zagadnęłam, zagłębiając się w kolorze jego oczu, czysty szkarłat.
-Karotko... Może jeśli zrobię TO, to sobie przypomnisz mnie.- Powiedział.
Złapał mnie za nadgarstki i podciągnął je do góry, jedno z kolan usadowił pomiędzy moimi nogami dociskając lekko w stronę prawego uda. Uśmiechnął się i nachylił nad moją twarzą. Zamknęłam oczy ze strachu, nagle poczułam delikatny nacisk na moje usta. Dotknęła mnie fala ciepła i pożądania. Chłopak delikatnie rozchylił moje usta i wsunął w nie język. Zaczął penetrować każdy milimetr mojego podniebienia. Lekko pieścił mój język jak by zachęcał do zabawy. Nieśmiało zaczęłam oddawać pocałunek. Nieznajomy puścił moje nadgarstki, wkładając drugą rękę pod koszulkę. Zaczął błądzić po moim brzuchu.
Wpiłam palce w jego włosy, oczekując gwałtowniejszego pocałunku. Znałam to uczucie, już w 3 klasie gimnazjum, gdy pierwszy raz posunęłam się trochę dalej z moim chłopakiem i przyjacielem z dzieciństwa Mateuszem. Nagle przebłysk. Oderwałam się od nieznajomego a bardziej znajomego i spytałam.
- Mateusz? To ty?
-Nareszcie, wiedziałem, że sobie przypomnisz po TYM.- Oznajmił.
Łzy zebrały mi się z oczach. To ten Matis za którym tak bardzo tęskniłam. Ostatni raz widziałam się z nim na zakończeniu 3 klasy gimnazjum. Wtedy się wyprowadził do Warszawy i tyle po nim było. Powiedział mi tylko, że wróci po mnie. Odepchnęłam go od siebie i wstałam, podchodząc do roweru.
-Ej! Czemu idziesz? Nie chcesz pogadać?- Spytał ze smutkiem w głosie. Udawanym, ewidentnie, wyczułam to.
-Zostawiłeś mnie na 4 lata. Nie odzywałeś się. Opuściłeś mnie!- Szlochnęłam przeciągle, czując jak do oczu napływa mi kolejna partia łez.- Tak po prostu zostawiłeś. Przez rok się nie mogłam pozbierać! Nienawidzę Cie!- Krzyknęłam na odchodnym i wskoczyłam szybko na rower. Jechałam z zawrotną prędkością aby jak najszybciej się od niego oddalić. Przez te 4 lata zapomniałam, chciałam zapomnieć, próbowałam. Moje myśli spowiła czarna chmura. Jak mama Mateusza zadzwoni do mojej mamy i powie, że wrócili to będę miała przechlapane. Od razu będą wspólne obiadki itp. Nie chcę mieć z tą rodziną nic wspólnego. Pani Wiśniewska (mama Mateusza) za każdym razem jak mnie widziała to pytała: "Znowu ścięłaś włosy?" Nawet gdybym miała je kuźwa do kostek to by się pytała...
Podjechałam pod dom szybko wciągając rower do garażu, a sama udałam sie przez drzwi frontowe.
-Jesteeeem!- Krzyknęłam.
-Zmokłaś kochanie?- Spytała mama z troską.
-Nie.- Uśmiechnęłam się.- Za to głodna jestem.
-Jest faszerowana cukinia jak chcesz.- Odpowiedziała.
Zdjęłam buty, umyłam ręce i wyciągnęłam talerz z szafki żeby sobie nałożyć. Ręce mi się trzęsły.
-Oby nie dzwoniła, by nie dzwoniła, błagam.- Myślałam naprzemiennie odmawiając pacierz w myślach.
Zadzwoniła telefon, czym prędzej się do niego rzuciłam.
-Halooo?- Usłyszałam po drugiej stronie słuchawki.
Od razu go poznałam, głos Pani Wiśniewskiej!
-Ym, eh to chyba pomyłka.- Wydukałam i odłożyłam słuchawkę.
Trochę to niemiłe, wiem ale tu potrzeba brutalnych metod.
-Kto to był?- Spytałam mama.
-T-to jakiś facet. Chciał wcisnąć mi kit o systemach antywłamaniowych.- Powiedziałam.
-Ouu.- Wyjęczała mama. Nie wiem co to miało na celu ale ok.
Zabrałam talerz i włożyłam go do mikrofalówki, po 2 minutach miałam pyszną, pachnącą cukinię. Usiadłam do stołu i zaczęłam zajadać.
-Jak było na rowerze?- Spytał tata.
Wiedziałam, że to pytanie padnie, więc znów ta sama śpiewka.
-Fajnie, byłam nad oczkiem, jak zwykle zresztą.- Odpowiedziałam uśmiechając się. Muszę stwarzać pozory.
-Nie masz ciekawszych miejsc, niż to oczko?- Zagadnął z lekką kpiną tata.
-Nie mów tak! To moje ulubione miejsce.- Oburzyłam się i posłałam mu kuksańca w bok.
-No już, już, jedz póki ciepłe.- Ponagliła mnie mama.
Napchałam sobie jedzenia do buzi i powiedziałam.
-Mhmh oszywiśsie.
Rodzice wybuchli śmiechem, a ja w spokoju dokończyłam jeść. Teraz juz nie będą zadawali pytań i takich, zawsze jak jest.
Odniosłam talerz i włożyłam go do zmywarki. Już miałam iść na górę do pokoju jednak mama mnie zatrzymała.
-Zuziu mamy dla Ciebie dobrą wiadomość.- Powiedziała.
Zeszłam z pierwszego schodka i posłałam jej pusty uśmiech.
-Dzwoniła do nas mama Mateusza, Małgosia Wiśniewska. Oznajmiła, że wrócili do Wejherowa. Mieszkają zaledwie ulicę dalej. Umówiłyśmy się jutro na wspólny obiad. Powiedziała, że Mateusz bardzo się za tobą stęsknił.- Kończą wypowiedź, mama uśmiechnęła się.
Tą wypowiedzią dostałam mentalnego kopa w dupę.
-To są chyba kurwa żarty?!- Pomyślałam.
*********************************************************************************************
Mama nadzieje, że się spodoba XD
Zostawiajcie komentarze, wypowiadajcie się, to dużo dla mnie znaczy :))))

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz