Muzyka

sobota, 21 czerwca 2014

Leśne Spotkanie cz.2 "Nocne Wyznania"

-Jutro zjemy wspólny obiad, posprzątaj w pokoju.- Powiedziała mama.
Mój umysł spowiły najciemniejsze scenariusze, a jak Mateusz zostanie tu na noc?!?!!?
-Cholera, cholera, cholera!- Klęłam w myślach.
-Naprawdę? Cieszę się, nie mogę się doczekać! Dawno ich nie widzieliśmy!- Powiedziałam ze sztucznym entuzjazmem. Ta niech myślą, że się ciesze. Odwróciłam się w stronę schodów i poczłapałam nimi na górę.
-Przegrałam życie nie ma co.-Pomyślałam.
Ułożyłam się wygodnie na łóżku, słuchałam muzyki. Poczułam przytłaczającą falę senności. Poddałam się jej.
  Wybudzona otworzyłam oczy, spojrzałam na zegarek, 4.40, serio? Wstałam aby podejść do toalety. Przetarłam oczy i weszłam do pomieszczenia. Zapaliłam światło. Przejrzałam się w lustrze.
-Wyglądam jak straszydło.- Powiedziałam do własnego odbicia.
-No, faktycznie.- Odpowiedział ktoś, stojący przy futrynie.
Odwróciłam głowę w stronę czarnej postaci. Wzięłam mydelniczkę do ręki i wycelowałam nią w zbliżającą się osobę. Twarz chłopaka rozświetliła lampka nad lustrem, poznałam go.
Mateusz.
-Co ty tu robisz? Idiota!- Rzuciłam i odeszłam w stronę swojego pokoju.
Chłopak złapał mnie w pasie i wziął na ręce. Zaczęłam się wyrywać.
-Nie miotaj się tak.- Powiedział ze stoickim spokojem, aż mi to nie pasowało.
-To mnie puść! Moi rodzice wiedzą, że tu jesteś?- Zapytałam.
Mateusz się zatrzymał i opuścił na ziemie, przytulił mnie mocno aczkolwiek, nie brutalnie. Był o wiele wyższy co wprawiło, że i tak mnie podniósł żeby się nie schylać.
-Twoja mama sama mnie wpuściła.- Wyszeptał mi do ucha, przygryzając je lekko.
Moje policzki spowił szkarłatny rumieniec. Zadrżałam jak dmuchnął mi lekko w ucho.
-C-co ty robisz?- Spytałam czując jak przysuwa usta do mojej szyi.
-To zabawa pt. " Ile Zuzia wytrzyma, póki nie wybuchnie?"- Powiedział.
-Nie podoba mi się ta zabawa.- Prychnęłam odpychając się od niego.
Mateusz przerzucił mnie przez bark i zaprowadził do mojego pokoju. Usiadł na moim łóżku, kładąc mnie na swoich kolanach.
-Jesteś śpiąca?- Spytał kładąc swoją głowę na moim ramieniu. Dmuchał mi w szyję co doprowadzało mnie do szaleństwa.
-Tak. Trochę...- Powiedziałam.
Chłopak położył się na plecach ciężko wzdychając. Była to dość dziwna pozycja, siedziałam mu okrakiem na biodrach. Nie wiedziałam czy się przytulić czy zejść z niego. Czułam jak rozsądek walczy z uczuciami. Niestety, rozsądek przegrał. Wtuliłam się w jego klatkę piersiową a on odwzajemnił uścisk. Wdychałam głęboko jego cudowny zapach. Nie zmienił się, jak zwykle otulała go woń lasu, cytryny i czegoś podobnego do paliwa. 
-Możesz spać jak chcesz, nie planuje powtórki z lasu no chyba, że chcesz.- Powiedział Mateusz.
Chciałam żeby ta chwila trwała dłużej. Całkowicie zignorowałam jego słowa i wtuliłam się mocniej. W głowie miałam jedną wielką retrospekcje za czasów gimnazjum. To był najcudowniejszy czas w moim życiu, co prawda zawsze byłam z Mateuszem, ale w tym okresie nasze stosunki się pogłębiły, DOSŁOWNIE...
-M-mogę uważać ten uścisk za zgodę?- Spytał niepewnie chłopak.
-U-uhm, to trochę za szyb...
Nagle Mateusz przewrócił mnie na łóżko, tak, że ja byłam na dole. Wpił się ustami w moją szyję. Jęknęłam cicho czując ogarniające mnie podniecenie.
-Uh, huh, n-nie mogę j-już. P-przestań.- Wydukałam.
Chłopak odczepił się od mojej biednej szyi. Czułam jak na twarz wpływa mi rumieniec, zapewne cała spuchłam.
-Chociaż jest ciemno, to wiem, że się rumienisz.- Powiedział.
Mimowolnie się uśmiechnęłam, zawsze sprawiał, że chociaż byłam zakłopotana to się uśmiechałam.
-Tak bardzo cię kocham.- Wyszeptał kładąc się obok mnie.
-Ja też cie kochałam.- Odpowiedziałam uśmiechając się.
-Jak to "kochałaś"?- Zapytał.
Pocałowałam go w czoło i usiadłam obok niego.
-To co między nami było... To już koniec, jeśli mi pozwolisz to położę się już, a ty idź spać do gościnnego.- Powiedziałam odwracając wzrok.
Mateusz wstał i podszedł do drzwi.
-Jak chcesz, ale ja się nie poddam.- Powiedział na odchodnym, po czym wyszedł.
Opadłam na łóżko wzdychając. Łzy cisnęły mi się do oczu, napływały gwałtownie po czym spływały po policzkach zostawiając lśniące smugi. Tak bardzo go kochałam. Próbując pozbyć się samotności i smutku włączyłam muzykę. Nałożyłam słuchawki na głowę i usiadłam opierając się o ścianę. Słuchałam piosenki Lany Del Rey- Young and Beautifull,
bardzo lubiłam tą piosenkę. Wsłuchałam się w słowa i zaczęłam nucić.
- Will you still love me, when I got nothing, but my aching soul? I know you will...
Fala snu owładnęła mną, bujałam się w rytm muzyki czując coraz większą ulgę. Po kolejnej zwrotce poddałam się zmęczeniu i padłam na poduszkę zasypiając. Sen nadszedł zbyt szybko i zdecydowanie za szybko odszedł. Zbudził mnie budzik równo o 9.45. Wstałam i ziewnęłam przeciągle. Poczłapałam na dół po schodach, modląc się aby Mateusza już nie było.
-Witaj kochanie.- Rzuciła mama i wyszła z domu.
-Tak... Witaj się ze mną jak wychodzisz, pewnie. Gratki, mama gratki.- Burknęłam pod nosem.
-Coś ty taka wredna z rana, Karotko?- Usłyszałam głos przy stole.
-Co ty tu jeszcze robisz? Nie masz własnego domu?!- Syknęłam w jego stronę i podeszłam do lodówki.
Ku mojemu zdziwieniu lodówka świeciła pustkami, jedyne co w niej było to karteczka z napisem "Nie zdążyłam zrobić zakupów, masz 100 złotych w puzderku, kup coś. Mama <3"
-To mama dowaliłaś teraz...- Wymamrotałam  pod nosem i zwróciłam się ku górze.
-Gdzie się wybierasz Zuzanno?- Spytał Mateusz jak moja nauczycielka z malarstwa.
Wszyscy nazywali ją Haleroza, chociaż nie wiem skąd to się wzięło.
-Idę do sklepu kupić żarcie by przetrwać a tobie radziłabym wrócenie do domu.- Rzuciłam w stronę chłopaka i poszłam na górę.
Zapowiadało się na słoneczny dzień, więc ubrałam krótkie czarne spodenki z wysokim stanem i t-shirt z zespołem Nirvana. Włożyłam bluzkę w spodenki i ubrałam trampki, jakieś czarne, stare, wytarte, niskie trampki. Włosy upięłam w wysokiego kitka i pociągnęłam rzęsy lekko tuszem. Zeszłam na dół aby umyć zęby, już wchodziłam do łazienki, gdy coś mnie zatrzymało.
-Masz jakaś szczoteczkę do zębów chciałbym je umyć.- Powiedział Mateusz opierając się o filar. 
-Jeszcze tu jesteś?- Spytałam zirytowana.- Są szczoteczki ale dla ciebie nie ma żadnej, idź już.
-Twoja mama powiedziała, że mam z tobą zostać do jej powrotu.- Powiedział z zawadiackim uśmiecham chłopak.
-Zaklinam cię matko!!!!- Wrzasnęłam mentalnie.
Sama myśl o tym, że mam z nim siedzieć do godziny 20 w domu nie uśmiechała mi się zbytnio.
-Powiem, że musiałeś wracać.- Co on sobie wyobraża w ogóle?!
-Naprawdę nie opuścisz mi ślicznotko?- Zapytał Mateusz, podchodząc do mnie i chwytając mnie za rękę.
-Cholera... Niech ciężka cholera go weźmie!!!!!- Kolejny mentalny krzyk.
-Jaki chcesz kolor szczoteczki, niebieski czy zielony?- Spytałam.

*********************************************************************************************

I to już wszystko :)


  Rozdział 1


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz