Muzyka

wtorek, 15 lipca 2014

Aishiteru Sensei cz.1


Płatek kwiatu wiśni otarł mi się o policzek a wiatr rozwiał brązowe długie włosy. Wiedziałam co mnie czeka, byłam na to przygotowana od dawna...
-Yuri, przepraszam ale musimy zerwać, nadarzyła się okazja abym nareszcie był z kimś kogo kocham od dawna.- Tekst mojego Eks, takie na odchodnym.
-Ha ha ha, jakie to zabawne, naprawdę.- Pomyślałam i odeszłam w stronę głównego holu.
Łzy napłynęły mi do oczu ale szłam dalej nie zwracając na nic uwagi. Przyśpieszyłam kroku, chciałam jak najszybciej dostać się do mojej skrytki, schowek pod północnymi schodami może nie był najczystszy, ale za to oddalony na tyle aby nikogo tam nie spotkać. Wbiegłam w zakręt, ledwo co wyrabiając. Niestety moje zdolności równowagi wynosiły -10 więc wyrżnęłam się o własną nogę i wpasowałam w ziemię. Próbowałam się z nią zlać, cichutko mając nadzieję, że nikt tego nie widział.
-PTFFF... BUHAHAHAHAHHAHA, CO TO BYŁO?!?!?! OMG HAHAHAHAHAHA, TO BYŁO NIEZŁE!- Powiedział ktoś za mną.
-So close.- Pomyślałam, wstając i strzepując brud ze spódnicy i swetra.
Odwróciłam się w stronę, jeszcze śmiejącej się osoby. Zmierzyłam mężczyznę wzrokiem, miał ok. 23 lat, wysoki brunet. Widać od razu po nim, że to potężny hipster. Nerdowe okulary aż waliły po oczach pomarańczowym kolorem a sweterek w romby to od babci zapewne pożyczył.
-Faktycznie, nie ma to jak śmiać się z dziewczyny, zamiast pomóc jej, to nie... Lepiej drzeć łacha.- Burknęłam i odeszłam w stronę schodów.
-Przepraszam ale to było fantastyczne, jeszcze nigdy nie widziałem takiej akcji.- Powiedział podchodząc.
Był ode mnie o głowę wyższy, co potęgowało moją złość. Gdybym nie była na tyle kulturalna na ile jestem, to już bym mu zrobiło tornado z ryja.
-Mam na imię Kaname Shio, od dzisiaj będę wychowawcą klasy 2A. Wiesz która to może?- Spytał mężczyzna.
-Cholera, cholera, cholera! To przecież moja klasa.- Pomyślałam.
-Niestety nie wiem, przykro mi.- Powiedziałam, już miałam odchodzić gdy coś mnie zatrzymało.
Kaname złapał mnie za nadgarstek i przycisnął do ściany.
-Jesteś słodka, ba nawet w moim typie, ale nie lubię jak się mnie lekceważy, rozumiesz?
Więc bądź grzeczną dziewczynką i powiedz mi gdzie jest ta cholerna klasa, bo łażę już po tej szkole od godziny!- Wykrzyczał.
-Nic nie jest za darmo, Sensei.- Powiedziałam i uśmiechnęłam się sarkastycznie. Jak mi nie wstawi wzorowego na koniec to niech zapomni o mojej pomocy.
Następna minuta była ekspresowa i zaskakująca. Shio-Sensei, chwycił mnie w tali i pocałował gorąco, penetrując moje usta językiem. Czułam jak lewą rękę dociska do mojej talii a prawą błądził po moim brzuchu.
-Hnmpf.- Na nic zdały się moje próby komunikacji więc zaczęłam go odpychać.
-Co on sobie kuźwa myśli.- Wrzeszczałam mentalnie.
Mężczyzna odkleił się ode mnie i podniósł ręce na znak, że już nic nie zrobi. Kolejna partia łez ładująca mi się w oczy, chociaż miałam chłopaka to nigdy się z nim nie całowałam... To było takie okrutne, mój pierwszy pocałunek,w taki sposób i to jeszcze z nim?!
-Oddawaj mój pierwszy pocałunek IDIOTO!- Wykrzyczałam.
Sensei zamarł i spuścił wzrok, ja natomiast oparłam się o ścianę. 
-O nie nie dam mu tej satysfakcji...- Pomyślałam.
Odkleiłam się od ściany i podniosłam głowę wysoko, spojrzałam na niego. Lekki rozkrok i ręka na talii dawały mi przewagę i poczucie wyższości. Co to, to nie... nie będę okazywać słabości.
- Ha ha ha, ale żeś się dał nabrać. Sorry myślałam, że nauczyciele w tej szkole są bardziej kompetentni. Dyrektor ma zaniżone wymogi, jak na Sensei'a patrzę to widzę w panu przykład. Ha, ha, ha..- Wyśmiałam go, zmieszałam z błotem. Niech wie gdzie jego miejsce i jakoś nie obchodzi mnie to, że jest nauczycielem.
- Słuchaj dziewczynko, nie obchodzi mnie to, dostałaś to co chciałaś a teraz zaprowadź mnie do tej klasy...- Powiedział.
-Słucham? Że niby chciałam się z Tobą całować? Ha! Chciałam wzorowe na koniec ale widzę, że do łba masz za daleko żeby to pojąć.- Natężenie złości we mnie tylko potęgowało wrogość wobec niego.
Niby nic mi takiego nie zrobił... Chwila, chwila... On mnie pocałował! POCAŁOWAŁ! Mam prawo się na nim wyżywać.
-Nie nie mam za daleko do łba, DZIEWCZYNKO...
-Khem, khem nie chcę być nie miła ale jest już 23 minuty po dzwonku. Sensei spóźni się na lekcje...- Burknęłam wzdychając.
-To mnie zaprowadź do tej sali... albo daj mi spokój jesteś tylko licealistką.- Powiedział, jego słowa mnie trochę uraziły, jakby dźgnął mnie w mózg... 
Złapałam go za nadgarstek i zaprowadziłam go do sali żwawym krokiem. Z ulgą spojrzałam na pojawiającą się tabliczkę z obskurnym napisem 2A.
-To tutaj. Polecam się na przyszłość.- Mruknęłam pod nosem.
-Em, zaczekaj! Jak masz na imię.- Spytał.
Wciągnęłam gwałtownie powietrze. Mówić, czy nie mówić?
-Yuri.
-Więc liczę na dalszą współpracę Yuriś.- Powiedział.
Nie trudno było wykryć, że palnęłam buraka. Nigdy nikt mnie tak nie nazwał. Poczułam się trochę wyróżniona... chwila, ja go nie lubię!
-Powodzenia, ja się zbieram.- Burknęłam i pobiegłam w stronę stronę toalet.
Weszłam do pierwszej kabiny, ciężko dychając. Co to było w ogóle? Zaszłam na mini zawał. Jakie Yuriś? Czy tego kolesia zdrowo pogrzało? On wie co to szczotka do włosów? Masakra...
Lekko uchyliłam drzwi kibelka rozglądając się za jakimkolwiek nauczycielem. Musiałam być incognito. Otworzyłam szerzej drzwi, rozglądają się na boki. Zrobiłam delikatny krok do przodu, zamykając cicho za sobą. Biegusiem do klatki schodowej i na górę. Dobra cel obrany...1...2..3..i...
-Gdzie ona się podziała?- Usłyszałam zza rogu.
Pędem weszłam znowu do toalety zamykając ostatnią kabinę. Usiadłam na sedesie podciągając kolana pod nogi. Incognito... Incognito... Nie ma mnie...
Wzdrygnęłam się słysząc szelest otwieranych drzwi.
-Ichinose-san?
To głos Kaoru-sensei! Nauczycielki od wf'u, którą bardzo lubiłam.
-Kaname-nii powiedział, że uciekłaś. Jesteś tu?- Spytała.
Nii*?! Jak to?! Że on to jej Nii-San?! Błagam to nie jest prawda, taka cudna kobieta spokrewniona z takim dupkiem? 
Zeszłam z toalety i kopniakiem otworzyłam drzwi. Ręce włożyłam do kieszeni a głowę zadarłam w górę.
-Nie interesuje mnie ta marna istota.- Burknęłam.
-Niech mnie Pani nie próbuje zatrzymywać. Dobrze Pani wie jak to się skończy.- Powiedziałam na odchodnym unosząc lekko prawą rękę. Wchodziłam po schodach szybko i energicznie, co drugi schodek. Szybko znalazłam się na dachu. Zamknęłam za sobą drzwi i zablokowałam je metalowym prętem. Nikt mi nie przeszkodzi. Podeszłam do barierki opierając się o nią łokciami, lekko wypinając tyłek. Nie żeby coś...
Do bani, znowu jak wrócę do domu to będzie wielka bura, czemu mnie na zajęciach nie było...  
Prawda była taka, pochodziłam z bardzo zamężnej rodziny. Mama była szlachcianką, ojciec zaś miał ogromną firmę. Zawsze oczekiwali, że będę wspaniałą córką, z najlepszymi ocenami. Nigdy taka nie byłam, już w gimnazjum wagarowałam, malowałam się i skrócałam spódniczkę do granic możliwości. Wszystkie te punkty były oczywiście pogwałceniem regulaminu, dlatego często się zdarzało, że uciekałam po całej po całej szkole przed zgrają nauczycieli. Zawsze ganili mnie "Spódnica nie taka", "Makijaż mocny", "Dziewczyno weź się za siebie"... Cały czas to słyszałam. 
Znajomych ze szkoły nie miałam, wszyscy mnie olewali tak samo jak ja ich. Idiotyczne, zagubione w tym wielkim świecie istoty. Wiele chłopców wyznawało mi uczucia, niestety jedynym co ode mnie usłyszeli było "Sorry nie mam czasu na tak żałosne istotki jak ty"
Co kończyło się bardziej nienawistnymi spojrzeniami w moją stronę, butami w śmietniku lub (bardziej oryginalnie) popisaną ławką... Dlatego, albo cały dzień siedziałam na dachu, albo szlajałam się po mieście, jedyną lekcją na której się zjawiałam był wf. Może nie byłam jakimś orłem, ale dawałam radę.
Nabrałam powietrza w płuca i głęboko odetchnęłam. Wiatr lekko przeczesywał moje włosy. Świst wiatru brzęczał w uszach, przymknęłam powieki. Marzyłam o basenie wypełnionym płatkami kwiatów. Tylko się zanurzyć i pozwolić umysłowi robić swoje...
Usłyszałam dzwonek, ostatnia lekcja, czas do domu. Odblokowałam drzwi i pobiegłam do klasy po torbę. O dziwno była tam nienaruszona. Najlepsze jest to, że jak wchodzę to zapada taka cisza i wszyscy patrzą co robię, dopiero jak wyjdę gwar się wznawia. Podeszłam do biurka, wyciągając Ipod'a spojrzałam na mojego ex, odwrócił wzrok z zawrotną prędkością, szepcząc coś reszcie grupy, która po chwili wybucha śmiechem.
No tak to pewnie coś o mnie...
-No tak, czego można się spodziewać po bandzie idiotów, jak nie głuchego rżenia. Sorry to nie stajnia.- Syknęłam kopiąc ławkę, która wleciała na następną. 
Po sali rozbrzmiało głuche uderzenia i dźwięk czegoś łamanego. No tak, rozwaliłam ławkę.
-Nie bądź taka agresywna, bo ci sie jeszcze zmarszczki zrobią na tym pyskatym ryju.- Powiedziała jakaś dziewczyna.
Wszyscy wybuchli głuchym śmiechem patrząc na mnie z pogardą.
-Heh... Założę się, że gdybym uderzyła cię od tyłu w głowę, połowa tynku z twojej twarzy spadłaby na ziemię.- Podeszłam bliżej.- I na trądzik lepszy jest maseczka niż tona tapety, no tak plus rzęsy którymi mogłabyś zamiatać tą klasę.
Kilka osób parchnęła śmiechem, dwie z nich cicho chichotały.
-Widzę, że jednak nie jesteś na tyle inteligenta żeby odparować. Rozumiem to.- Wychodzą odwróciłam się jeszcze na moment.- I następnym razem wykup krótszy karnet na solarium, bo cie przypiekło trochę tam gdzie nie trzeba.- Wyszłam.
W klasie wybuchła wrzawa, a ja tylko włożyłam słuchawki słuchając piosenki Lorde- Buzzcut Season. Nie obchodziło mnie to czy nazajutrz mnie pobije, czy co tam. Zbiegłam na dół, zeskakując z 4 ostatnich schodków. Podeszłam do szafki na buty i otworzyłam ją. Posypało się z niej pełno śmieci i karteczek z napisami typu "Nadęty Snob". 
Wyciągnęłam buty, wytrzepując je z tego całego obrzydlistwa, resztę odpadków wyrzuciłam do śmietnika.
-Widzę nie przepadają za tobą.- Usłyszałam za sobą.
Podniosłam wzrok na Shio-sensei'a, uśmiechał się lekko. Miał w prawym policzku dołeczek, słodkie.
-Nie obchodzi mnie to. Są tylko bandą kretynów nic więcej.- Powiedziałam.
-Oj nie mów tak, księżniczko. To twoi klasowi koledzy.- Zachichotał.
-Hnmpf, jeśli Sensei ma czelność się ze mnie śmiać, to proszę, widzę, żę nie różni się pan od nich.- Syknęłam i skierowałam się w stronę drzwi.
Kaname stanowczo złapał mnie za nadgarstek i pociągnął do siebie. Czułam jak jego pierś napiera na moje plecy, pochylił głowę, tak, że czułam jego oddech na mojej szyi.
-Jestem porównywany do bandy idiotów. Oj nieładnie Yuriś, nieładnie.- Szepnął.
Gwałtownie się wyrwałam, czując jak rumieniec wypala mi się na twarzy.
-Co ty sobie wyobrażasz człowieku? Yuriś? Jakie Yuriś? Nienormalny jesteś!- Wykrzyczałam i wybiegłam na szkolny dziedziniec. Podbiegłam do roweru i szybko go dosiadłam. Odjechałam do domu, aż się kurzyło. Co to miało być? Pogrzało facia!
Jechałam z zawrotną prędkością pozwalając rozwiać moje włosy na wszystkie strony.
Dalej czułam krew napływającą do policzków. Jutro się zerwę, pojadę do centrum, kupie jakieś mangi, może jakieś ciuchy. Na pewno nie chcę się widzieć z tym typkiem...
Patrząc na to z perspektywy czasu, nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego jak się myliłam...

*********************************************************************************************

* młodszy brat







1 komentarz:

  1. *uuu* Strasznie mi się podobało c: ~ Czekam na kolejny rozdział ^^

    OdpowiedzUsuń