Poczułam lekki podmuch wiatru, moje
oczy spowiła ciemność. Nie bałam się, nie była to ciemność,
której trzeba się bać. W całym ciele czułam ciepło, nie
chciałam, żeby zniknęło. Przebłysk. Gwałtowny ból w czaszce,
ciepła, aczkolwiek lepka dłoń trzymająca mnie. -Nie umieraj.-
Słyszałam cichy głos w mej głowie.- Proszę, nie... Film się
urywa. Znów gwałtowny ból, który po chwili znika. Unoszę się.
Mogę otworzyć oczy, jestem na łące z rodzicami. Jednakże nie
jestem w swoim ciele. Widzę to wszystko z pewnej odległości, nie
mogę podejść, tylko patrzeć. Śmiejemy się i zajadamy kanapki
zrobione przez mamę. Znów coś porywa mnie w górę. -Nie!.- Chcę
krzyknąć, ale nie mogę. Mam w gardle ogromną gulę. Duszę się.
-Pomocy!- Krzyczę w myślach.- Niech ktoś mi pomoże. Znowu
ciemność, tym razem przytłaczająca, boję się. Chcę być przy
mamie, ona mi pomoże. Przebłysk. Rozpędzone auto i ja na drodze.
Dźwięk karetki huczy mi w głowie. Ból w czaszce, paraliżuje
mnie. Gwałtownie się obracam, uderzam w coś. Ulatuje ze mnie
życie. -Proszę bądź przy mnie, nie odchodź!- Stłumiony jęk
brzęczy w głowie. Otwieram oczy, widzę jak płatki kwiatu
wiśni opatulają mnie. Czuję ciepło na sercu. Nie ma bólu. Nie ma
ciemności. Nie ma też życia...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz