Wbiegłam do domu, zdyszana i spocona, byle by trafić do swojego pokoju. Minęłam salon i kuchnię w zawrotnym tempie, rzucając plecakiem o ścianę w przedpokoju. Nie potrafiłam poskładać myśli do kupy, a nawet jak próbowałam to nie wychodziło. Ten facet tak mnie wkurzył...
Wchodziłam co drugi schodek. Dyszałam ciężko, patrząc na zamykające się drzwi mojego pokoju. Ktoś tam wszedł, nie wiem kto...
-Mamo, zapraszałaś kogoś?- Spytałam.
-Jesteś leniem i nic nie robisz, to korepetytor, może postawi cię do pionu.- Wrzasnęła.
-Chryste mogłaś się mnie najpierw zapytać.- Odkrzyknęłam i złapałam za klamkę drzwi.
Wzięłam głęboki wdech, bałam się tego kogo spotkam.
-Yuriśśśśś.- Usłyszałam wrzask i czyjeś ramiona tulące mnie do siebie, zapewne męskie.
Zesztywniałam, czułam jak zboczony-korepetytor wsuwa rękę pod koszulę i muska moje plecy. Mężczyzna wtulił twarz w moje włosy, ja natomiast słyszałam jego głęboki i ciężki oddech.
-To podlega pod molestowanie, Perwersie.- Wysyczałam nieznajomemu do ucha. Po chwili spojrzałam na jego twarz. To był Leo. Mój jedyny przyjaciel, z czasów dzieciństwa. Zawsze byłam ślepo w niego zapatrzona póki nie wyprowadził się do Londynu. Kontakt się urwał a nawet jak przyjeżdżał do Japonii, nie widywałam się z nim. Byłam w nim zakochana, dopiero niedawno doszło do mnie jak bardzo różnimy się wiekiem. Był 5 lat starszy. Czyli teraz miał 21...
-Yuriś stęskniłem się za Tobą, daj się wytulić i wycałować.- Jego lekki szept zanosił mi się w głowie przez krótką chwilę, póki nie doszło do mnie co powiedział.
-Żarówka ci się chyba w głowie wypaliła.- Prychnęłam i wydostałam się z jego morderczego uścisku.
Usiadłam na łóżku i kolana podłożyłam pod brodę. Obserwowałam ruchy Leo, były płynne i lekkie jakby płyną a nie rozkładał zeszyty i książki. Rozbawił mnie ten widok bo z tego co wiedziałam mój rzekomy korepetytor był ciapą życiową... Dlatego nie spodziewałam się jego, w szczególności nie jego.
-Z czym masz problem? Powiedz to Ci pomogę.- pytanie odbiło się od ścian pokoju a ja parsknęłam śmiechem, takim cynicznym uśmieszkiem, który z reguły kierowałam do osób z klasy. Dziwnie się czułam zachowując się tak w stosunku do niego, ale to tylko jedna osoba nie będę specjalnie zmieniała swojego zachowania.
-Z Tobą mam problem, mógłbyś się ulotnić?- Patrzałam na niego, oczy mu z orbit prawie wyszły, zaczęłam się chichotać.
-Co Ci, ducha zobaczyłeś? Twoja niby "Yuriś" nie jest taka jaką sobie wyobrażałeś? Och co za szkoda, naprawdę, jesteś strasznie naiwny. Myślałeś, że przyjedziesz sobie po 12 latach i padnę Ci do stóp? Haha, mój drogi twoje zasrane niedoczekanie!- Zrzuciłam nogą wszystko co było na stole, nawet kubek z jego kawą.
-Wynocha z mojego pokoju i mojego życia.- Spojrzał się na mnie.- No już, zabieraj dupę w troki i wypad, mam dość OBCYCH wpieprzających mi się w życie... WYNOCHA!
-Naprawdę tego chcesz?- Spytał.
Klapnął obok i złapał mnie za nadgarstki. Przyszpilił do łóżka i usiadł okrakiem na moich biodrach. Widziałam dziką furię w jego oczach.
-Specjalnie sobie flaki wypruwałem, po to by Cię uczyć, dotrzeć jakoś do Ciebie, a Ty z tym niewyparzonym ryjem wrzeszczysz na mnie?
-Zejdź...
-CHCIAŁAŚ ROBIĆ ZA DAMĘ Z DOBREGO DOMU?! HAHA, ŻAŁOSNE. Chciałem być miły...
-Złaź ze mnie, zrozumiałeś?- Łza spłynęła mi po policzku, Leo zamarł i starł mi ją z policzka.
-Ej mała nie płacz, przesadziłem, wiem... Przepraszam.- Zszedł ze mnie, a jak skuliłam się i zanosiłam szlochem.
-L... Leo.- Wykrztusiłam, jednak nie musiałam nic więcej mówić. Chłopak otulił mnie ramionami i szeptał mi pierdoły o uspokojeniu się we włosy. Niby nic, ale naprawdę mnie to uspokoiło.
-Jestem przy Tobie i zawsze będę, teraz już zawsze.- Leo przysunął się do moich ust i złożył na nich delikatny pocałunek, jednak że odsuwając głowę potrącił górną wargę językiem. Uczucie tak bardzo mi nieznane, stało się nagle tak bliskie.
-Kocham Cię, mała.- Zsunął się z łózka, pozabierał swoje rzeczy i tyle go widziałam.
Przejechałam palcami po ustach i uśmiechnęłam się, takie dziecinne, a jednak tak miłe...
Z uśmiechem na ustach i warczącym z głodu brzuchem udałam się do kuchni, by upolować co nieco jedzenia. Rodziców już nie było, jakaś kolacja, czy bankiet, nie wiem głodna jestem. W korytarzu minęłam zdziwioną pokojówkę, i skierowałam się do upragnionej lodówki. Jakieś klamoty powyciągałam, coś tam umyłam i 10 minut później miałam pyszną sałatkę z oliwkami, fetą i innymi duperelami. Zjadliwe? Zjadliwe!
***
Po wyjściu z kąpieli, odświeżona i pachnąca spojrzałam na zegarek. 21.37...
Mam taaaką ochotę na lody, ubrałam dresy i jakiś luźny t-shirt, włosy jeszcze mokre w kitka, na nogi trampy i wio!
-Maaamo, idę po lody zaraz będę.- Krzyknęłam i wyszłam z domu.
Chociaż sklep był daleko, nie martwiłam się. Nie było to jakaś super straszna dzielnica. Włożyłam słuchawki, włączyłam In This Moment- Blood na fulla i jechana! Przeceniłam pogodę bo było trochę chłodno, nawet trochę bardzo, trzęsłam się jak osika. Jestem sportowo ubrana więc co mi tam, pobiegam trochę. Do sklepu tak naprawdę wpadłam, bo pod koniec przyśpieszyłam, mając nadzieję, że w delikatesach będzie cieplej. Klimatyzacja aż straszyła, było zimniej niż na dworze... Ale co mi tam, biorę lody i biegiem do domu. Podeszłam do zamrażarek, a po drugiej stronie stał... Kaname-sensei.
Pogłośniłam jeszcze słuchawki, aby nic nie słyszeć i zapomnieć, że on tam jest. Huczało mi w głowię od Metalcoru. Ukradkiem spojrzałam na zamrażarkę która stała naprzeciwko. Nie było, chociaż tyle dobrego, może mnie nie zauważył? Wybrałam czekoladowe, moje ulubione... 7 sztuk chyba starczy? Będzie na później... Ha ha ja to w jeden wieczór zjem. Uśmiechnięta skierowałam się do kasy, zapłaciłam za zakupy i wyszłam ze sklepu, teraz ok. 10 minut truchtu i będę w domu. Siatkę zwinęłam najciaśniej jak potrafiłam, związałam dodatkowo, tak dla bezpieczeństwa i pobiegłam chodnikiem.
Okej połowa drogi za mną, jeszcze trochę i dobiorę się do lodów...
Tak w ogóle dlaczego Kaname-sensei był w tym sklepie?! No chyba nigdzie tu nie mieszka?!
-ARGHHHH?! DLACZEGO NIGDY NIC NIE IDZIE PO MOJEJ MYŚLI DO JASNEJ CHOLERY?! PRZEKLINAM CIĘ ŚWIECIE!!!!- wrzeszczałam wniebogłosy na środku drogi, aż jakaś baba z psem się na mnie dziwnie patrzyła...
Okej, okej, spokojnie, resztę drogi pokonam z kapcia... Zaczęłam się użalać nad sobą, dlaczego JEGO osoba tak mnie frustruje?
Nagle ktoś złapał mnie za rękę i wciągnął w nieoświetlony zaułek. Dobrze zbudowany mężczyzna przycisnął mnie do ściany, zdejmując słuchawki z głowy. Nie widziałem jego twarzy, ale kogoś mi przypominał.
-Nie trochę za późno dla Panienki?- Spytał. Skądś znałam ten głos tylko skąd?
-Mam lody w siatce i chciałbym je zjeść, a TY idioto mi to utrudniasz, chcesz to oddam Ci resztę za zakupy, ale to są jakieś grosze.
-Wolałabym abyś zapłaciła mi w naturze.- Ciągnął nieznajomy, dalej przygniatał mnie tym cielskiem, chociaż z drugiej strony nie było mi zimno. Jenak są jakieś plusy.
- W naturze to Ci kwiatków co najwyżej nazrywać mogę, Kolego... A teraz mnie puść, sami nie jesteśmy, to osiedle... Jak się wydrę na całe gardło, to mnie sąsiednie miasto usłyszy.- Ta konwersacja nie miała w ogóle sensu, ale było mi ciepło.
-Słyszałem twój krzyk, prfttt... Ale to nie było lepsze od tego co wyczyniłaś na korytarzu w szkole, ach to jak się wyrżnęłaś i zaryłaś twarzą o posadzkę... ach, ach poezja dla oczu.- Mężczyzna roześmiał się i szczerze mówiąc to go zdradziło.
-Przepraszam.- Kopnęłam go w kroczę, napastnik skulił się i jęczał coś pod nosem.- Ale gdybyś nie był tym kim jesteś, Sensei... to bym tego nie zrobiła. Miłego wieczoru...
Wybiegłam na drogę i od razu skierowałam się do domu. Miałam niezłe tempo bo po 3 minutach byłam w swoim pokoju. Lody położyłam na biurku, a swoje cielsko usadowiłam na łóżku. Co to miało być? Chyba nie mówił serio... Prawda?
Jutro na pewno nie pojawię się w szkole, nigdy! Oczy mi się zaszkliły, a ja sama dostałam drgawek. Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer do Leo, na moje szczęście był aktualny...
-Halo? - Głos w słuchawce.
-L...Leo? *chlip* M...możemy się jutro *chlip* zobaczyć?-Spytałam.
-Yuriś?! Co Ci jest? Może mam teraz przyjechać? Co się stało? Dzieje Ci się krzywda?! Halo? Halo?!
-N...Nie, po prostu *chlip* chcę się jutro z Tobą zobaczyć... Nie mogę?
-O...oczywiście, że możesz! Jutro po twoich zajęciach w parku Sankaku, okej?
-Nie po szkole *chlip* w trakcie niej, nie chcę iść na zajęcia *chlip* o 10 będę w parku...
-Ale musisz iść...
-BĘDĘ CZEKAŁĄ AŻ PRZYJDZIESZ *chlip*- Rozłączyłam się.
Przewróciłam się na bok i szlochałam tak długo, aż nie zasnęłam...
-Co Ci, ducha zobaczyłeś? Twoja niby "Yuriś" nie jest taka jaką sobie wyobrażałeś? Och co za szkoda, naprawdę, jesteś strasznie naiwny. Myślałeś, że przyjedziesz sobie po 12 latach i padnę Ci do stóp? Haha, mój drogi twoje zasrane niedoczekanie!- Zrzuciłam nogą wszystko co było na stole, nawet kubek z jego kawą.
-Wynocha z mojego pokoju i mojego życia.- Spojrzał się na mnie.- No już, zabieraj dupę w troki i wypad, mam dość OBCYCH wpieprzających mi się w życie... WYNOCHA!
-Naprawdę tego chcesz?- Spytał.
Klapnął obok i złapał mnie za nadgarstki. Przyszpilił do łóżka i usiadł okrakiem na moich biodrach. Widziałam dziką furię w jego oczach.
-Specjalnie sobie flaki wypruwałem, po to by Cię uczyć, dotrzeć jakoś do Ciebie, a Ty z tym niewyparzonym ryjem wrzeszczysz na mnie?
-Zejdź...
-CHCIAŁAŚ ROBIĆ ZA DAMĘ Z DOBREGO DOMU?! HAHA, ŻAŁOSNE. Chciałem być miły...
-Złaź ze mnie, zrozumiałeś?- Łza spłynęła mi po policzku, Leo zamarł i starł mi ją z policzka.
-Ej mała nie płacz, przesadziłem, wiem... Przepraszam.- Zszedł ze mnie, a jak skuliłam się i zanosiłam szlochem.
-L... Leo.- Wykrztusiłam, jednak nie musiałam nic więcej mówić. Chłopak otulił mnie ramionami i szeptał mi pierdoły o uspokojeniu się we włosy. Niby nic, ale naprawdę mnie to uspokoiło.
-Jestem przy Tobie i zawsze będę, teraz już zawsze.- Leo przysunął się do moich ust i złożył na nich delikatny pocałunek, jednak że odsuwając głowę potrącił górną wargę językiem. Uczucie tak bardzo mi nieznane, stało się nagle tak bliskie.
-Kocham Cię, mała.- Zsunął się z łózka, pozabierał swoje rzeczy i tyle go widziałam.
Przejechałam palcami po ustach i uśmiechnęłam się, takie dziecinne, a jednak tak miłe...
Z uśmiechem na ustach i warczącym z głodu brzuchem udałam się do kuchni, by upolować co nieco jedzenia. Rodziców już nie było, jakaś kolacja, czy bankiet, nie wiem głodna jestem. W korytarzu minęłam zdziwioną pokojówkę, i skierowałam się do upragnionej lodówki. Jakieś klamoty powyciągałam, coś tam umyłam i 10 minut później miałam pyszną sałatkę z oliwkami, fetą i innymi duperelami. Zjadliwe? Zjadliwe!
***
Po wyjściu z kąpieli, odświeżona i pachnąca spojrzałam na zegarek. 21.37...
Mam taaaką ochotę na lody, ubrałam dresy i jakiś luźny t-shirt, włosy jeszcze mokre w kitka, na nogi trampy i wio!
-Maaamo, idę po lody zaraz będę.- Krzyknęłam i wyszłam z domu.
Chociaż sklep był daleko, nie martwiłam się. Nie było to jakaś super straszna dzielnica. Włożyłam słuchawki, włączyłam In This Moment- Blood na fulla i jechana! Przeceniłam pogodę bo było trochę chłodno, nawet trochę bardzo, trzęsłam się jak osika. Jestem sportowo ubrana więc co mi tam, pobiegam trochę. Do sklepu tak naprawdę wpadłam, bo pod koniec przyśpieszyłam, mając nadzieję, że w delikatesach będzie cieplej. Klimatyzacja aż straszyła, było zimniej niż na dworze... Ale co mi tam, biorę lody i biegiem do domu. Podeszłam do zamrażarek, a po drugiej stronie stał... Kaname-sensei.
Pogłośniłam jeszcze słuchawki, aby nic nie słyszeć i zapomnieć, że on tam jest. Huczało mi w głowię od Metalcoru. Ukradkiem spojrzałam na zamrażarkę która stała naprzeciwko. Nie było, chociaż tyle dobrego, może mnie nie zauważył? Wybrałam czekoladowe, moje ulubione... 7 sztuk chyba starczy? Będzie na później... Ha ha ja to w jeden wieczór zjem. Uśmiechnięta skierowałam się do kasy, zapłaciłam za zakupy i wyszłam ze sklepu, teraz ok. 10 minut truchtu i będę w domu. Siatkę zwinęłam najciaśniej jak potrafiłam, związałam dodatkowo, tak dla bezpieczeństwa i pobiegłam chodnikiem.
Okej połowa drogi za mną, jeszcze trochę i dobiorę się do lodów...
Tak w ogóle dlaczego Kaname-sensei był w tym sklepie?! No chyba nigdzie tu nie mieszka?!
-ARGHHHH?! DLACZEGO NIGDY NIC NIE IDZIE PO MOJEJ MYŚLI DO JASNEJ CHOLERY?! PRZEKLINAM CIĘ ŚWIECIE!!!!- wrzeszczałam wniebogłosy na środku drogi, aż jakaś baba z psem się na mnie dziwnie patrzyła...
Okej, okej, spokojnie, resztę drogi pokonam z kapcia... Zaczęłam się użalać nad sobą, dlaczego JEGO osoba tak mnie frustruje?
Nagle ktoś złapał mnie za rękę i wciągnął w nieoświetlony zaułek. Dobrze zbudowany mężczyzna przycisnął mnie do ściany, zdejmując słuchawki z głowy. Nie widziałem jego twarzy, ale kogoś mi przypominał.
-Nie trochę za późno dla Panienki?- Spytał. Skądś znałam ten głos tylko skąd?
-Mam lody w siatce i chciałbym je zjeść, a TY idioto mi to utrudniasz, chcesz to oddam Ci resztę za zakupy, ale to są jakieś grosze.
-Wolałabym abyś zapłaciła mi w naturze.- Ciągnął nieznajomy, dalej przygniatał mnie tym cielskiem, chociaż z drugiej strony nie było mi zimno. Jenak są jakieś plusy.
- W naturze to Ci kwiatków co najwyżej nazrywać mogę, Kolego... A teraz mnie puść, sami nie jesteśmy, to osiedle... Jak się wydrę na całe gardło, to mnie sąsiednie miasto usłyszy.- Ta konwersacja nie miała w ogóle sensu, ale było mi ciepło.
-Słyszałem twój krzyk, prfttt... Ale to nie było lepsze od tego co wyczyniłaś na korytarzu w szkole, ach to jak się wyrżnęłaś i zaryłaś twarzą o posadzkę... ach, ach poezja dla oczu.- Mężczyzna roześmiał się i szczerze mówiąc to go zdradziło.
-Przepraszam.- Kopnęłam go w kroczę, napastnik skulił się i jęczał coś pod nosem.- Ale gdybyś nie był tym kim jesteś, Sensei... to bym tego nie zrobiła. Miłego wieczoru...
Wybiegłam na drogę i od razu skierowałam się do domu. Miałam niezłe tempo bo po 3 minutach byłam w swoim pokoju. Lody położyłam na biurku, a swoje cielsko usadowiłam na łóżku. Co to miało być? Chyba nie mówił serio... Prawda?
Jutro na pewno nie pojawię się w szkole, nigdy! Oczy mi się zaszkliły, a ja sama dostałam drgawek. Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer do Leo, na moje szczęście był aktualny...
-Halo? - Głos w słuchawce.
-L...Leo? *chlip* M...możemy się jutro *chlip* zobaczyć?-Spytałam.
-Yuriś?! Co Ci jest? Może mam teraz przyjechać? Co się stało? Dzieje Ci się krzywda?! Halo? Halo?!
-N...Nie, po prostu *chlip* chcę się jutro z Tobą zobaczyć... Nie mogę?
-O...oczywiście, że możesz! Jutro po twoich zajęciach w parku Sankaku, okej?
-Nie po szkole *chlip* w trakcie niej, nie chcę iść na zajęcia *chlip* o 10 będę w parku...
-Ale musisz iść...
-BĘDĘ CZEKAŁĄ AŻ PRZYJDZIESZ *chlip*- Rozłączyłam się.
Przewróciłam się na bok i szlochałam tak długo, aż nie zasnęłam...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz